Trao!

Siwy Anglik "doi" Formułę 1

Największą część dochodów z Formuły 1 zgarnia Bernie Ecclestone. Siwiuteńki dziś pan zwietrzył koniunkturę jeszcze w latach 80.

Zdołał przekonać organizatora mistrzostw świata F1, Międzynarodową Federację Samochodową (FIA), żeby powierzyła mu opiekę nad komercyjną i marketingową stroną Formuły 1. Pod koniec ubiegłego stulecia, nie bez pomocy prezydenta FIA Maksa Mosleya (obaj panowie od lat ze sobą współpracują), otrzymał prawa do transmisji telewizyjnych na najbliższe... 104 lata. Termin mija 31 grudnia 2110 r., a Ecclestone zapłacił za to jedynie 360 mln dolarów.

Cwany Anglik od początku doił naiwną FIA, a przy okazji także zespoły. Jego firma Formula One Management zgarnia 23 proc. dochodu ze sprzedaży praw telewizyjnych, 30 proc. przypada w udziale FIA, a 47 proc. dostają do podziału zespoły. Obecnie jest ich 11, więc łatwo wyliczyć, że kokosów nie dostają. Toyota w sezonie 2006 otrzyma od FOM zaledwie 20 mln, czyli nieco ponad 5 proc. swojego rocznego budżetu. FIA pozbyła się należnej sobie działki na rzecz jednej ze spółek kontrolowanych przez Ecclestone'a, w zamian za stałą opłatę. W 1999 roku wyniosła ona 38 mln, podczas gdy całkowity dochód ze sprzedaży praw osiągnął 241 mln. Należne FIA 30 proc. wyniosłoby 72 miliony, więc czysty zysk Ecclestone'a podniósł się o dodatkowe 34 mln. Na tym nie koniec pomysłów siwego Anglika. Ecclestone czerpie jeszcze pieniądze od promotorów poszczególnych wyścigów. Organizator zawodów - w praktyce właściciel lub najemca toru - musi płacić za przywilej goszczenia u siebie Formuły 1. Nie wystarczy kosztem 100 czy 200 mln dolarów wybudować nowoczesny tor, trzeba jeszcze wnieść opłatę. Średnio wynosi ona 15 mln za sezon, choć ceny się wahają. Przykładowo promotor wyścigu w Szanghaju musiał zapłacić Ecclestone'owi 240 mln dolarów za siedmioletni kontrakt. Gdy Anglikowi nie zależy na jakimś wyścigu (na przykład ze względu na małe korzyści marketingowe na danym rynku), po prostu podnosi stawki i promotor automatycznie wpada w kłopoty. Pieniądze od promotorów w całości trafiają na konto Formula One Management.

Sprytny Bernie czasem gra na dwie strony - na przykład jest promotorem Grand Prix Węgier i stawki negocjuje sam ze sobą. Gdy popularność F1 na Węgrzech spadła, Ecclestone osobiście zatroszczył się o stan swoich dochodów, umieszczając w jednym z zespołów Zsolta Baumgartnera. W słabym Minardi Węgier niewiele zdziałał, ale sprzedaż biletów na GP Węgier wyraźnie wzrosła.

Więcej w "Rzeczpospolitej"

"Rz": Zdecydowanie więcej pieniędzy na drogi
Senat: Nie będzie "statusu pokrzywdzonego"
Teledysk Paris Hilton zakazany
Winylowe single Sparklehorse
Dzisiaj może skończyć się proces ws. "wanny Wassermanna"
Wałęsa przed sądem za znieważenie Radia Maryja
I Międzynarodowy Festiwal Zawodów Filmowych
Kolejna odsłona procesu zabójców Beksińskiego
Sejm wysłucha informacji o działalności SN i RPO
Pisarz Nadżib Mahfuz w ciężkim stanie
Copyright © 2006-2007 Trao. All rights reserved.